środa, 8 kwietnia 2015

2.

Lekcje upłynęły dość szybko. Jako, że niedawno skończyły się wakacje nauczyciele nie zadawali nauki. W domu było pusto. Tonek z kolegami, babcia oglądała jakąś telenowelę. Rzuciłam torbę w kąt mojego pokoju i włączyłam laptopa. Weszłam na czat. Odrazu stalam się kimś innym. Osobą odważną i śmiałą. Nowa wiadomość, od " Miśka " - chłopaka z którym piszę od 4 miesięcy.
Misiek:
Tęskniłem, kiedy się spotkamy?
Ja:
Nie wiem, w realu nie jestem taka jak tu :(
Misiek:
Boisz się?
Ja:
Bardzo śmieszne, jutro, 15:00 w Belech'o
Misiek:
Haha, ok poznasz mnie bo bukiecie białych róż :) Dobranoc :**
Ja:
Dobranoc :*
Dopiero wtedy zrozumiałam, że dałam się podpuścić. Byłam zła jak i rozbawiona. Po kilku minutach sprawdzania fb zeszlam na dół na obiad. Babcia zrobiła zupę szpinakową- moją ulubioną.
- Tomka jeszcze nie ma?- przejęta zaczęła myć naczynia
- Nie widziałam go, pewnie z kumplami jest. - także byłam zaniepokojona ale nie chciałam martwić babci
Na drugie danie była ryba której osobiscie nienawidziłam. Zrobiłam ten sam trik co zawsze. Poszlam na góre, otworzyłam balkon i wyrzuciłam jedzenie za okno. Już miałam zamykać gdy usłyszałam
-Fuuu...- męski glos dobiegł mych uszu. Pod balkonem stał wysoki blondyn.
- To ty to rzuciłaś?!
- W-wejdź p-p-pomog-gę Ci- mówiłam już że jestem niesmiała?
-Boisz się mnie czy wstydzisz? - zapytał będąc na ostatnim szczeblu drabiny. Wtedy ujrzałam jego cudowne piwne oczy.
-Czy poza tym ze mam rybę na twarzy coś jeszcze nie tak?- uśmiechnął się.
N-n-nie, idę p-po ręczniki- wyjąkałam. Zeszłam na dół po dwie szmatki. Gdy wróciłam on już zdążył się rozsiąść.
-Wygodnie?
-Bardzo.
Zabrałam zielony kawałek materiału i zaczęłam wycierać jego delikatną twarz.
-Gdzie się wybierałeś?
-Ja? Na spotkanie ale nieważne...
-Przepraszam, całe twojw ubranie śmierdzi.
-Nic się nie stało. - czterema słowami dodał mi otuchy.
-Wypiorę to.
-Nie musisz...
-MUSZĘ!- delikatnie podniosłam głos.
Zaczął sciągać koszulę. Wtedy zobaczyłam jego tors. Był umięśniony ale nie za bardzo. Zabrałam ubranie i wrzuciłam do pralki. Kazałam ubrać mu koszulkę brata.
-Skoro i tak zostaniesz tu dłuższy czas to jak masz na imię?
-Oskar, a ty?
-Charlie, miło.
-Mi także ale czemu imię obce?
-Urodziłam się w Ameryce.
-Rozumiem, jestem w tym mieście od tygodnia, zaniedługo pójdę do szkoły.
-Wow, ja też tu chodzę- uśmiechnęłam się.
Roześmiał się. Bylam zaskoczona samą sobą- nigdy nie czułam się tak swobodnie przy nikim. Rozmawialiśmy do 21:00 bo Oskar musiał wracać do domu. Pożwgnaliśmy się całusem w policzek. Wtedy uświadomiłam sobie, że Tomek nadal nie wrócił do domu.
××××××××××××××××××××××××××
Drugi rozdział, trochę dłuższy, następny prawdopodobnie będzie jutro ;)
Miłej nocy :)

1 komentarz: